Człowiek człowiekowi nauczycielem
styczeń 13th, 2007
Kiedy kilkanaście lat temu siedziałem w szkolnej ławce, marzyłem o tym by kiedyś stanąć za biurkiem, wpisywać tematy do dziennika, uczyć innych. Chciałem zostać nauczycielem. I choć z biegiem lat wydawało mi się coraz bardziej oczywiste, że to ani nie jest proste zajęcie, ani dobrze płatne, wciąż o tym myślałem. W trakcie piątego roku studiów wybrałem się na rozmowę w sprawie pracy w gimnazjum Zdzieszowicach (tj. tej samej szkoły, w której przed laty się uczyłem). Rozmowa zakończyła się jak miliony innych takich rozmów: „powiadomimy pana telefonicznie”. Miesiące mijały a telefon nie dzwonił. I gdy zacząłem już zmieniać moje życiowe plany, któregoś dnia zadzwoniła pani z sekretariatu z prośbą, abym doniósł brakujące dokumenty. To był jeden z ważniejszych telefonów, jakie w życiu odebrałem. Tak wiele od tamtego czasu się zmieniło. Pamiętam, że w czasie wakacji poprzedzających mój pierwszy rok pracy byłem na obozie ze zdzieszowickimi ministrantami w charakterze wychowawcy. Z moimi przyszłymi uczniami, którzy właśnie ukończyli szkołę podstawową, wspólnie na bieszczadzkich szlakach wyobrażaliśmy sobie jak to wszystko będzie wyglądało.
Rok szkolny rozpoczął się 3 września (rok 2001). Od tamtego dnia rozpoczęła się moja przygoda w tym, dziś mogę już tak powiedzieć, pięknym zawodzie. Minione trzy lata nauczania młodzieży w zdzieszowickim gimnazjum to wiele cennych dla mnie doświadczeń.
Gdy zaproponowano mi napisanie artykułu do RśA, zgodziłem się, z góry jednak określając tematykę. Chcę się z Państwem podzielić moim refleksjami na temat szkoły, na temat pracy nauczyciela.
Szkoła – czym ona tak naprawdę jest? Jaka jest współczesna, polska szkoła? Czy konstytucyjny zapis o „powszechnym i równym dostępie do wykształcenia” (Art.10 pkt. 4) jest przestrzegany?
Definicji szkoły jest zapewne bardzo wiele. Dla jednych to miejsce pracy, niestety nie zawsze lubianej, dla innych miejsce nauki, dla jeszcze innych fabryka, zakład edukacyjny. Mnie osobiście bardzo bliskie jest rozumienie szkoły wyrażane przez wiceminister edukacji narodowej i sportu Panią dr Annę Radziwił. Mówi ona o szkole jako o „spotkaniu”, „spotkaniu człowieka z człowiekiem”. W tym jest – moim zdaniem – właśnie całe piękno tego zawodu-powołania: towarzyszenie drugiemu człowiekowi w jego wzroście, w jego rozwoju. Szkoła to miejsce w którym dochodzi do ciągle nowych spotkań. Uczniowie spotykają się z wychowawcą, z nauczycielami, z kolegami z klasy, z kolegami z kółka zainteresowań. Jak pisał kiedyś Prymas Wyszyński „uczą się drugiego człowieka”.
Skoro zdefiniowałem już pojęcie szkoły, to postaram się teraz odpowiedzieć na pytanie: jaka powinna być szkoła, by być dobrą szkołą? Na podstawie analizy wielu wypowiedzi na ten temat, różnych dyskusji mogę powiedzieć, że dobra szkoła to szkoła cechująca się: personalizmem kontaktu wychowawcy z wychowankiem (spotkanie dwóch osób), podmiotowością rodzica w szkole oraz indywidualizacją nauczania. Dość łatwo napisać, trudniej wykonać. Mam świadomość tego, że szkoła w której uczę, jak również inne polskie szkoły są gdzieś na drodze ku takiemu stanowi rzeczy. W tym momencie koleżanki i koledzy nauczyciele mogą mi zarzucić, że to pobożne życzenia, których w obecnym systemie oświaty nie jesteśmy w stanie zrealizować. Może faktycznie tak jest, ale warto mieć wytyczony cel, aby gdzieś – przy okazji różnych eksperymentów kolejnych ministrów – nie zgubić drogi, bo tak naprawdę na lekcji „spotykają się” nauczyciel i uczeń, człowiek z człowiekiem.
Trzymając się przyjętej definicji szkoły jako swoistego spotkania, należałoby zastanowić się nad podmiotami owego spotkania. Aby do spotkania doszło, niezbędna jest infrastruktura szkolna. Różnie z tą infrastrukturą jest. I choć wciąż w naszym kraju gdzieś brakuje pieniędzy, to przez ostatnich dwadzieścia jeden lat, które jako uczeń, student, słuchacz i nauczyciel spędziłem w szkołach, muszę powiedzieć, że mimo wszystko jest coraz lepiej. Naturalnie w wielu przypadkach wiele jeszcze trzeba zrobić, aby szkoły osiągnęły pewien satysfakcjonujący standard.
Na charakter danej szkoły infrastruktura nie wpływa jednak tak bardzo, jak wpływają na niego nauczyciele, uczniowie oraz ich rodzice. Trudno wskazać który z tych elementów jest najbardziej istotny. Przygotowując się do napisania tego artykułu pozwoliłem sobie zapytać o zdanie moich uczniów. Na pytanie o najbardziej istotny element kreujący obraz szkoły odpowiedzi były podzielone. Po pięćdziesiąt procent osób wskazało na nauczycieli i na uczniów. W szkołach podstawowych i gimnazjalnych obowiązuje rejonizacja. Oznacza to, że do szkoły chodzą dzieci zamieszkujące dany rejon. Są wśród nich uczniowie bardziej i mniej zdolni, mający wiele ciekawych zainteresowań, rzadko spotykane talenty, wybitne osiągnięcia. Jest jednak dość spora grupa uczniów, którzy traktują szkołę jako zło konieczne. Nie chodzi tu nawet o to, że nie są w stanie czegoś się nauczyć ale zwyczajnie nie mają na to ochoty. Czasami mam wrażenie, że to nauczycielowi bardziej zależy na tym, aby uczeń zdał, zaliczył na lepszą ocenę, poprawił średnią. Na szczęście wciąż jeszcze marginalnym zjawiskiem są osoby, które wymknęły się spod kontroli systemu. Nie można na nie w żadne sposób wpłynąć. Kpią i nie szanują wartości, które ceni ogół społeczeństwa. Nie zależy im na ocenach, zachowaniu, promocji do następnej klasy. Mam nadzieję, że zwiększająca się liczba takich uczniów w polskich szkołach spowoduje przywrócenie symetrii pomiędzy coraz to nowymi prawami ucznia a wciąż lekceważonymi obowiązkami. Jako nauczycielowi wiedzy o społeczeństwie leży mi mocno na sercu propagowanie i szanowanie praw człowieka, obywatela, dziecka czy ucznia. Nie można jednak przy okazji zapominać, że każdy z nas posiada nie tylko prawa, lecz ma również do spełnienia konkretne obowiązki.
W ankiecie, którą przeprowadziłem wśród moich uczniów, drugim istotnym elementem wpływającym na obraz i jakość szkoły są nauczyciele. W przypadku nauczycieli żadna rejonizacja nie występuje. Dyrektorzy zatrudniają ich zwykle w oparciu o posiadane kwalifikacje czy też doświadczenie zawodowe. W związku z tym, że o pracę nauczyciela coraz trudniej, mogą wybierać spośród wielu podań. We wspomnianej ankiecie pytałem uczniów także o to, jaki ich zdaniem powinien być dobry nauczyciel. Jak się zapewne Państwo domyślacie, odpowiedzi było wiele i to bardzo różnych. Podsumowując - uczniowie chcieliby widzieć w dobrym nauczycielu człowieka z osobowością, z pasją, z powołaniem, takiego, któremu będą mogli zaufać i którego będą mogli naśladować. W sumie się z tym zgadzam. Sam uważam, że „nauczyciel” to przede wszystkim powołanie a nie zawód i im więcej będzie w polskich szkołach nauczycieli z powołania, tym i te szkoły będą lepszej jakości.
Wydaje się, iż wciąż jeszcze niedocenianym albo często źle umiejscawianym w szkole elementem są rodzice. Zdarza się, że nie mają takiego wpływu na wychowanie i naukę swoich dzieci, jaki by chcieli mieć. Zdecydowanie jednak częściej albo nie są tego wpływu świadomi, albo nie chcą go mieć. Wciąż jeszcze pokutuje PRL’owskie podejście do tej akurat rzeczywistości – nauczyciel załatwi, nauczyciel zorganizuje, nauczyciel sobie poradzi. W przypadku ewentualnych problemów wychowawczych bądź niepowodzenia w nauce nauczyciele często spotykają się z zarzutem, że to ich wina. Nie można jednak traktować szkoły jako „parkingu” dla swojego dziecka. Na czas pracy zostawia się je w szkole i po pracy odbiera. Jeśli wystąpią jakieś problemy to składa się zażalenie i „problem z głowy”. Na szczęście takie podejście to nie jedyna forma udziału rodziców w wychowaniu. Coraz częściej, ale wciąż jeszcze zbyt rzadko, rodzice stają się autentycznymi partnerami nauczyciela czy wychowawcy. Żywo interesują się tym jak przebiega wychowanie jego dziecka i nie traktują nauczyciela jako potencjalnego wroga tylko sojusznika.
Reasumując pragnę zauważyć jeszcze, że w czasie coraz częstszych ataków na szkołę oraz nauczycieli, ważne jest abyśmy procesom nauczania i wychowania zapewnili maksymalnie duży spokój. Zmiany w polskiej szkole są potrzebne. Jest to przecież szkoła, która jeszcze piętnaście lat temu była szkołą państwa totalitarnego, przechodzi trudny okres transformacji jak wiele dziedzin życia w naszym kraju. Mając na uwadze dobre wychowanie kolejnych pokoleń nie ulegajmy złudzeniu, że sama krytyka tu pomoże. Ważna jest szeroka dyskusja nad kondycją polskiej szkoły, niech jednak na samych dyskusjach nie kończy się nasze zaangażowanie.





