Po wakacyjnej przerwie chciałem się odnieść w paru zdaniach do tekstu „Na co stać TSKN?” zamieszczonego na łamach Tygodnika nr 27 z 7 lipca br. Zgodnie z treścią artykułu na ostatniej sesji Rady Powiatu odbyła się krótka dyskusja dotycząca spraw organizacyjnych powstającego przy LO im. Jana Kilińskiego dwujęzycznego gimnazjum – konkretnie chodziło o zabezpieczenie środków na zorganizowanie dowozu uczniów z terenu powiatu do nowej szkoły. Jak to na naszych sesjach bywa - nie obeszło się bez małych złośliwości, ale to już chyba taki krapkowicki folklor polityczny.
Radna Helga Bieniusa zwróciła się do radnych reprezentujących TSKN z sugestią aby to instytucje mniejszościowe partycypowały w kosztach dowozu uczniów. Dodała, że kultywowanie tradycji i języka niemieckiego należy do statutowych celów Mniejszości Niemieckiej. Inni radni opozycyjni wypominali nam, że zamiast polityką powinniśmy zajmować się realizacją celów statutowych MN.
Profesor Marek Safjan (były Prezes Trybunału Konstytucyjnego) w tekście Pozycja mniejszości w Polsce w świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego odnosi się poniekąd do podstaw stosunku pomiędzy większością i mniejszością w demokratycznych społeczeństwach: „Problem stosunku do mniejszości stał się współcześnie swoistym miernikiem demokratyzacji społeczeństw. Demokrację postrzega się bowiem coraz częściej właśnie przez pryzmat zdolności społeczeństwa do zapewnienia funkcjonującym w jego ramach mniejszościom możliwości realizacji należnych im uprawnień i swobód, manifestacji swojej odrębności i wyboru metod potwierdzenia własnej tożsamości.”
Chcę zatem wierzyć, że sprawa ta jest tylko nieporozumieniem i niesmak jaki po niej pozostał nie jest przejawem braku tolerancji wobec mniejszości narodowych w naszej radzie. Jest przecież międzynarodowym standardem obowiązującym w państwach demokratycznych prawo mniejszości narodowych do zachowania i rozwoju własnego języka. Zapisy takie znaleźć można m.in. w ratyfikowanej także przez Polskę Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych podpisanej 1 lutego 1995 roku w Strasburgu. Zapisy tej Konwencji mówią m.in., że: „strony zobowiązują się wspierać tworzenie warunków koniecznych do utrzymywania i rozwijania przez osoby należące do mniejszości narodowych ich kultury, jak również zachowania zasadniczych elementów ich tożsamości, to jest ich religii, języka, tradycji i dziedzictwa kulturowego”. Podobne uprawnienia mniejszościom narodowym gwarantuje 35 art. polskiej Konstytucji: „1. Rzeczpospolita Polska zapewnia obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury. 2. Mniejszości narodowe i etniczne mają prawo do tworzenia własnych instytucji edukacyjnych, kulturalnych i instytucji służących ochronie tożsamości religijnej oraz do uczestnictwa w rozstrzyganiu spraw dotyczących ich tożsamości kulturowej.”
Skoro takie są standardy demokratycznego świata, skoro w ten sposób traktowana jest zaprzyjaźniona z naszymi placówkami Szkoła Podstawowa i Przedszkole im. Stanisława Hadyny z Polskim Językiem Nauczania w Bystrzycy (http://www.pspbystrice.cz/) w Czechach (z budżetu Republiki Czeskiej szkoła otrzymuje większą subwencję niż sąsiadująca z nią typowa czeska szkoła), to dlaczego w naszym powiecie dowóz uczniów do szkoły miałoby finansować towarzystwo społeczno-kulturalne? Czy nie stać naszego powiatu na taki wydatek? Dlaczego do takich organizacyjnych spraw wrzuca się niejako na siłę wątki narodowe? Mniejszość Niemiecka, która faktycznie sprawuje władzę w naszym powiecie od niespełna 10 lat i nawet zdaniem opozycyjnych radnych chyba całkiem dobrze - jak w innym artykule „Do bólu stabilna” zamieszczonym w TK nr 24 z 16 czerwca br. pisze redaktor Roman Chmielewski – stara się w kreowanej polityce, w podejmowanych decyzjach unikać podziałów narodowych. Jeśli remontujemy drogi, budujemy chodniki, odnawiamy kapliczki, budujemy szpital, salę gimnastyczną czy wreszcie zakładamy dwujęzyczne gimnazjum (o które - dla uczciwości trzeba przyznać od wielu lat zabiega dyrektor krapkowickiego liceum, pani Bożena Mistygacz, za co gorąco jeszcze raz Jej dziękuję) - robimy to dla wszystkich mieszkańców powiatu: dla większość i mniejszości; dla Polaków, Niemców, Ślązaków i ludzi o jeszcze innym pochodzeniu narodowym czy etnicznym; dla biednych i bogatych; dla wierzących czy niewierzących.
Odpowiadając przy okazji na pytanie zawarte w tytule artykułu redaktora Szymona Kliszewskiego „Na co stać TSKN?” myślę iż warto wiedzieć, że TSKN m.in. od 1991 roku wsparło małe i średnie przedsiębiorstwa naszego regionu poprzez Fundację Rozwoju Śląska udzielając im 890 pożyczek na sumę ponad 50 milionów złotych; na zakup specjalistycznego sprzętu dla szpitali (w tym krapkowickiego) ta sama Fundacja wydała ponad 2 mln zł; na wsparcie działalności Caritas Diecezji Opolskiej w ostatnich latach wydano niespełna 5 mln zł,; Niemieckie Towarzystwo Oświatowe zorganizowało: a) 450 kursów doskonalących naukę języka niemieckiego w których wzięło udział łącznie 7200 nauczycieli, b) specjalistyczne kursy językowe – ukończyło ponad 700 nauczycieli j. niemieckiego; na pielęgnację kultury i języka w obrębie działalności TSKN na Śląsku Opolskim wydano w minionych kilku latach; a) na projekty kulturalne realizowane w kołach DFK ponad 155 tysięcy złotych ze środków Konsulatu Generalnego Niemiec we Wrocławiu, b) na kursy języka niemieckiego w kołach DFK – 280 tysięcy złotych ze środków Konsulatu Generalnego Niemiec we Wrocławiu, c) na projekty kulturalne organizowane przez Biuro Zarządu TSKN – 65 tysięcy złotych ze środków Konsulatu Generalnego Niemiec we Wrocławiu, d) na renowację cmentarza wielowyznaniowego przy ulicy Wrocławskiej w Opolu – 30 tysięcy złotych ze środków Konsulatu Generalnego Niemiec we Wrocławiu, e) na projekty kulturalne organizowane przez Biuro Zarządu TSKN i partnerów - ze środków Ministerstwa Kultury oraz Urzędu Marszałkowskiego w Opolu łącznie 660 tysięcy złotych.
Są to sumy duże które dowodzą, że TSKN realizuje swoje statutowe cele i rzadko która organizacja społeczno-kulturalna może poszczycić się podobną działalnością. Widać też, że działalność ta kierowana jest do mieszkańców regionu bez względu na pochodzenie narodowe. Niezrozumiałe zatem jest oczekiwanie naszych opozycyjnych radnych aby powstanie dwujęzycznego gimnazjum z niemieckim językiem nauczania to TSKN miałby sfinansować dowozy do tej szkoły. Być może suma kilku tysięcy złotych miesięcznie na zabezpieczenie takiego dowozu nie wyczerpałaby możliwości finansowych TSKN’u, ale biorąc pod uwagę fakt, że na Opolszczyźnie działają jeszcze inne placówki oświatowe z niemieckim językiem nauczania czy bilingwalne (przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja, licea)i powstają nowe - to oczekiwanie takie jest, dyplomatycznie mówiąc „nieeleganckie”.
Szukanie podziałów tam, gdzie to nie jest konieczne za bezcelowe a nawet szkodliwe. Różnimy się, różne środowiska czy to narodowościowe czy polityczne udzieliły nam swojego poparcia i z ich mandatu zasiadamy w tej radzie, ale różnijmy się mądrze. Niech z tych różnic wynika coś pozytywnego, jest przecież wielką wartością bogactwo kulturowe Opolszczyzny a tym samym Ziemi Krapkowickiej. Nawoływał do uszanowania dokonanego już pojednania pomiędzy opolskimi Polakami i Niemcami ustępujący ze swojego urzędu arcybiskup Alfons Nossol podczas kazania, które wygłosił na ostatnim odpuście ku czci św. Jacka w Kamieniu Śląskim. Starajmy się zatem szukać tego co nas łączy i zbliża, szanujmy to, co nas różni
Kończąc odniosę się jeszcze do stanowiska radnego gminy Krapkowice - pana Witolda Rożałowskiego wobec dwujęzycznych tablic miejscowości, które pojawiają się ostatnio w różnych gminach naszego województwa. Zdziwiło mnie sceptyczne stanowisko pana Rożałowskiego w tej sprawie wyrażone na łamach Nowej Trybuny Opolskiej w tekście „Niemcy chcą niemieckich tablic w Krapkowicach” (kwiecień br.), gdyż pamiętam bardzo dobrze sesję Rady Powiatu sprzed kilku lat kiedy to wystąpiłem do poprzedniej rady i ówczesnego Zarządu z apelem o umieszczenie dwujęzycznych tablic na budynku starostwa. Oprócz gestów poparcia opozycyjnych radnych w pamięci utkwiły mi gratulacje pana Rożałowskiego. Podszedł wtedy do mnie, pogratulował i powiedział, że to słuszna droga. Cóż zatem zmieniło się w międzyczasie panie Rożałowski, że podważa pan celowość umieszczania nazw miejscowości w drugim języku? To przecież także międzynarodowy standard relacji pomiędzy mniejszością a większością na który w postaci ustawy o mniejszościach narodowych w Polsce czekaliśmy kilkanaście lat. Takie tablice stoją w Polsce na Kaszubach (co pewnie cieszy premiera Tuska), na pograniczu polsko-czeskim, niemiecko-duńskim, we włoskim Alto Adige (Trentino) jak również w wielu innych regionach Europy. Dlaczego mniejszości narodowe zamieszkujące Polskę, dlaczego mniejszość niemiecka na Opolszczyźnie nie mogłaby korzystać z tych ustawowych uprawnień podkreślających jej tożsamość?
Zostałem w tekście pana Kliszewskiego zacytowany jako szef koła radnych MN i w związku z zaobserwowaną od pewnego czasu tendencją antagonizowania nas i naszych środowisk uznałem za stosowne wypowiedzieć się w tej sprawie. Nie chciałem jednak z nikim polemizować ani nikogo atakować. Moim celem było i jest podkreślenie potrzeby współpracy różnych środowisk w radzie, w naszych miejscowościach, gminach i wspólnotach.